63,31 tys. osób złożyło w marcu wniosek o kredyt mieszkaniowy. To o 71,7% więcej niż rok temu, a wartość zapytań poszybowała o 80,5% w górę rok do roku. Biuro Informacji Kredytowej nie owija w bawełnę - mówi wprost o analogiach do 2008 roku.
Brzmi groźnie. Ale zanim ktoś zacznie pakować gotówkę pod materac, spokojnie - te liczby wyglądają inaczej, gdy się w nie wczytasz.
Skąd ten boom?
No bo popatrzmy. Po pierwsze - program „Kredyt na Start” wisiał w powietrzu przez cały pierwszy kwartał, generując falę zapytań na zasadzie „złożę wniosek, zobaczymy co z tego wyjdzie”. Po drugie - stopy procentowe stoją w miejscu od jesieni 2023, ale rynek wycenia obniżki w drugiej połowie roku. Kredytobiorcy chcą załapać się na obecne ceny mieszkań, zanim ewentualna obniżka stóp nakręci kolejną spiralę cenową.
I po trzecie - baza porównawcza z marca 2025 była po prostu niska. Rok temu rynek hipoteczny wciąż lizał rany po podwyżkach stóp, a zdolność kredytowa przeciętnej rodziny była zauważalnie gorsza.
Wzrost o 80% rok do roku wygląda dramatycznie, ale wynika głównie z niskiej bazy 2025 i oczekiwań na obniżki stóp - nie z fundamentalnego szaleństwa kredytowego.
Porównanie z 2008 rokiem - trafione czy na wyrost?
BIK ma rację w jednym: dynamika wzrostu zapytań jest podobna. W 2007 i na początku 2008 roku widzieliśmy analogiczne skoki - po 60-80% rok do roku. I wiemy, jak to się skończyło.
Tyle że kontekst jest zupełnie inny. W 2008 roku banki udzielały kredytów we frankach szwajcarskich na 110% wartości nieruchomości, bez wkładu własnego, z liberalną oceną zdolności. Dziś? Wymóg 20% wkładu własnego (albo 10% z ubezpieczeniem), rekomendacja S KNF, stress testy przy obliczaniu zdolności. Powiedzmy sobie szczerze - polski sektor bankowy w 2026 roku to zupełnie inna liga niż 18 lat temu.
To nie znaczy, że ryzyka nie ma. Moim zdaniem problemem nie jest sam wolumen wniosków, ale to, na co te kredyty idą. Jeśli 63 tysiące osób kupuje mieszkania w cenach oderwanych od fundamentów - a w Warszawie ze średnią powyżej 16 tys. zł/m² trudno mówić o okazjach - to mamy klasyczną bańkę cenową, nawet przy zdrowym sektorze bankowym.
Co to oznacza dla Ciebie
Jeśli planujesz brać kredyt hipoteczny w najbliższych miesiącach, boom popytowy oznacza dwie rzeczy.
Pierwsza: banki mają z czego wybierać. Przy dużej liczbie wniosków nie muszą walczyć o klienta marżą. Spodziewaj się, że negocjacje będą trudniejsze niż pół roku temu.
Druga: ceny mieszkań raczej nie spadną. Popyt kredytowy napędza ceny zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Czekanie na „lepszy moment” może oznaczać kupno droższego mieszkania za pół roku - nawet jeśli rata będzie niższa dzięki obniżce wibor">WIBOR-u.
Nie patrz na to, co robi rynek. Patrz na swój budżet. Jeśli rata przy obecnym WIBOR-ze 3M (~5,8%) pochłania ponad 35% dochodu netto, odczekaj. Obniżka stóp o 1 pp to przy kredycie na 400 tys. zł spadek raty o ok. 220 zł - przyjemnie, ale nie rewolucyjnie.
Czy BIK ma rację, strasząc 2008 rokiem? Częściowo tak - skala popytu powinna zapalić żółte światło u regulatorów. Ale powtórka z tamtej katastrofy wymagałaby luzowania standardów kredytowych, a tego na razie nie widać. Bardziej realnym ryzykiem jest to, że kupujemy za drogo. I za to nikt nas nie ostrzeże żadnym komunikatem.





