1,15 miliarda złotych. Tyle inwestorzy instytucjonalni zapisali na listy zastawne PKO Banku Hipotecznego, zmuszając emitenta do wcześniejszego zamknięcia oferty. W czasach, gdy każdy drugi komentator rynkowy wieści kłopoty sektora bankowego, taka kwota daje do myślenia.
PKO Bank Hipoteczny - przypomnijmy, to spółka zależna PKO BP, największego banku w Polsce - regularnie emituje listy zastawne zabezpieczone portfelem kredytów hipotecznych. Tym razem skala popytu zaskoczyła chyba samego emitenta. Książka zamówień zapełniła się na tyle szybko, że nie było sensu czekać do końca okna subskrypcyjnego.
Dlaczego inwestorzy rzucili się na te papiery?
Listy zastawne to jedne z najbezpieczniejszych instrumentów dłużnych na rynku - zaraz po obligacjach skarbowych. Mają podwójne zabezpieczenie: odpowiada za nie bank emitent, a do tego stoją za nimi konkretne kredyty hipoteczne wpisane do rejestru zabezpieczenia. W razie problemów banku inwestor i tak ma pierwszeństwo do puli hipotecznej.
Przy obecnych warunkach rynkowych - stopy procentowe wciąż relatywnie wysoko, ale z perspektywą obniżek - listy zastawne oferują atrakcyjną rentowność przy minimalnym ryzyku. Fundusze emerytalne, ubezpieczyciele, fundusze inwestycyjne - wszyscy potrzebują właśnie takich aktywów. Stąd ta kolejka.
Moim zdaniem jest jeszcze jeden sygnał: duży popyt na listy zastawne zabezpieczone hipotekami oznacza, że rynek profesjonalny ocenia polski portfel kredytów mieszkaniowych jako zdrowy. Gdyby instytucje widziały rosnące ryzyko niespłacalności, nie zapisywałyby się na 1,15 mld zł w takim tempie.
Rekordowy popyt na listy zastawne PKO BH to sygnał, że profesjonalni inwestorzy wierzą w jakość polskich kredytów hipotecznych - i pośrednio w stabilność rynku nieruchomości.
Co to oznacza dla kredytobiorców?
Bezpośrednio - niewiele odczujesz jutro na koncie. Ale pośrednio emisje listów zastawnych mają znaczenie. Banki hipoteczne emitują te papiery, żeby pozyskać długoterminowe finansowanie pod nowe kredyty. Im tańsze to finansowanie, tym łatwiej zaoferować konkurencyjne warunki kredytów.
PKO BP, korzystając z listów zastawnych swojej spółki córki, może oferować kredyty z nieco niższą marżą niż bank finansujący się wyłącznie depozytami. Nie mówię tu o rewolucji rzędu pół punktu procentowego - ale w skali kredytu na 400-500 tys. zł nawet 0,1 pp marży to kilka tysięcy złotych przez cały okres spłaty.
Jest jeszcze kwestia samego rynku listów zastawnych w Polsce, który wciąż jest znacznie mniejszy niż np. w Niemczech czy Danii, gdzie Pfandbriefe i realkreditobligationer stanowią fundament finansowania hipotecznego. Udane emisje pokroju tej z PKO BH powoli budują głębokość tego rynku - a to w dłuższej perspektywie powinno się przełożyć na lepsze warunki dla kredytobiorców.
Jeśli porównujesz oferty kredytów hipotecznych, sprawdź czy bank korzysta z finansowania listami zastawnymi. To nie gwarancja niższej marży, ale banki z takim zapleczem mają więcej elastyczności w wycenie kredytów.
Powiedzmy sobie szczerze - 1,15 mld zł w jednej emisji to nie jest kwota, która zmieni polski rynek mieszkaniowy z dnia na dzień. Ale pokazuje coś ważnego: profesjonalne pieniądze nadal płyną w kierunku polskich hipotek. W otoczeniu, gdzie część komentatorów straszy bańką na rynku nieruchomości, taki sygnał od instytucji zarządzających miliardami jest wart odnotowania.





