WIG powyżej 130 000 punktów. Jeszcze trzy lata temu, gdy indeks oscylował w okolicach 60-70 tysięcy, taki scenariusz wydawał się odległy. A jednak – warszawska giełda właśnie zapisała nowy rozdział w swojej historii.

Przypomnijmy: barierę 100 000 punktów WIG przebił stosunkowo niedawno, więc tempo wzrostu robi wrażenie. Silne fundamenty polskiej gospodarki, napływ środków z KPO, rekordowo niskie bezrobocie i rosnące zyski spółek – to wszystko napędza hossę. Ale powiedzmy sobie szczerze: po każdym rekordzie pojawia się to samo pytanie. Czy to już szczyt?

Klucz:

Rekord WIG to dobra wiadomość dla oszczędzających w funduszach akcyjnych i PPK – ale nie oznacza, że trzeba teraz wrzucać wszystko w giełdę.

Co napędza hossę na GPW

Kilka czynników gra na korzyść polskiego rynku. Wyceny spółek na GPW wciąż wyglądają atrakcyjnie na tle zachodnich giełd – wskaźniki C/Z dla wielu blue chipów pozostają niższe niż dla odpowiedników z Europy Zachodniej. Sektor bankowy – a to on ciągnie WIG20 – korzysta na wciąż relatywnie wysokich stopach procentowych. Marża odsetkowa banków jest grubo powyżej historycznych średnich.

Jest też efekt PPK. Programy Pracowniczych Planów Kapitałowych systematycznie pompują kapitał na giełdę. To nie są wielkie kwoty miesiąc do miesiąca, ale w skali lat robią różnicę – i co ważne, to pieniądze, które nie uciekają przy pierwszej korekcie.

A co z ryzykiem?

No i tu zaczyna się mniej wygodna część rozmowy. Rekord rekordowi nierówny. WIG to indeks nominalny – nie uwzględnia inflacji. Jeśli skorygujemy wyniki o skumulowaną inflację z ostatnich lat, obraz jest mniej spektakularny, choć wciąż pozytywny.

Druga sprawa: hossa na GPW opiera się mocno na bankach i spółkach surowcowych. Szerokość rynku – czyli ile spółek faktycznie uczestniczy we wzrostach – mówi dużo o jakości hossy. Jeśli rekord ciągnie kilkanaście dużych podmiotów, a reszta stoi w miejscu, to nie jest zdrowy rynek. Warto to obserwować.

I wreszcie geopolityka. Polska giełda zawsze handluje z „dyskontem wschodnioeuropejskim”. Ewentualna eskalacja napięć w regionie mogłaby szybko zmazać kilka tysięcy punktów.

Co to oznacza dla kredytobiorcy-inwestora

Jeśli spłacasz kredyt hipoteczny i jednocześnie odkładasz w PPK albo fundusze – Twoje oszczędności prawdopodobnie urosły. Możesz się cieszyć, ale bez szampana.

Pytanie, które dostaję najczęściej, brzmi: nadpłacać kredyt czy inwestować na giełdzie? Moim zdaniem odpowiedź zależy od oprocentowania Twojego kredytu.

Nadpłata kredytu

Gwarantowany „zysk” równy oprocentowaniu (np. 7-8% przy obecnym WIBOR-ze)
Ryzyko: zerowe
Efekt: krótszy okres spłaty, mniej odsetek

Inwestycja w akcje/ETF

Potencjalny zysk wyższy, ale niepewny
Ryzyko: korekta może zjeść zyski z miesięcy
Efekt: budowanie kapitału niezależnego od nieruchomości

Przy obecnych stopach procentowych nadpłata kredytu to de facto inwestycja z gwarantowanym zwrotem na poziomie 7-8% rocznie. Giełda może dać więcej – WIG w ostatnich dwóch latach pokazał, że potrafi – ale gwarancji nie ma żadnej. Kupowanie akcji po historycznym rekordzie to trochę jak wchodzenie na imprezę o trzeciej w nocy. Może będzie świetnie, a może okaże się, że najlepsza część już za nami.

Wskazówka:

Nie musisz wybierać zero-jedynkowo. Rozsądna strategia to np. 70% nadwyżki na nadpłatę kredytu, 30% na regularny zakup ETF na WIG20 lub szeroki rynek. Dywersyfikacja działa w obie strony.

130 tysięcy na liczniku WIG-u cieszy każdego, kto ma choćby kawałek portfela w akcjach. Ale gorące głowy niech pamiętają: giełda nie rośnie w nieskończoność, a najgorsze decyzje inwestycyjne podejmuje się w euforii. Trzymajcie głowy zimne – i portfele zdywersyfikowane.

Przeczytaj też