Jedna dziesiąta punktu procentowego. Tyle wynosi korekta prognozy wzrostu PKB, którą właśnie opublikowali ekonomiści Santander Bank Polska - z 3,9% do 3,8% na 2026 rok. Brzmi jak szum statystyczny? Niekoniecznie.

Sam w sobie ruch o 0,1 pp to oczywiście kosmetyka. Ale liczy się coś innego: kierunek. Santander dołącza do rosnącej grupy instytucji, które w ostatnich tygodniach rewidują w dół swoje szacunki dla polskiej gospodarki. I moim zdaniem to dopiero początek fali obniżek prognoz, bo globalny kontekst - od ceł handlowych po spowolnienie w Niemczech - nie sprzyja optymizmowi.

Dlaczego banki korygują prognozy?

Polska gospodarka ma się relatywnie nieźle na tle Europy - 3,8% wzrostu to wciąż wynik, o którym Berlin czy Paryż mogą pomarzyć. Problem w tym, że jeszcze pół roku temu konsensus oscylował bliżej 4%, a teraz kolejne zespoły analityczne przesuwają szacunki w dół.

Główne powody? Niepewność w handlu międzynarodowym po eskalacji wojen celnych, słabsza koniunktura u naszego największego partnera handlowego - Niemiec - oraz wciąż restrykcyjna polityka pieniężna RPP. Do tego dochodzi powolniejsze od oczekiwań odbicie inwestycji publicznych i absorpcja środków z KPO, która nie nabrała jeszcze pełnego tempa.

Powiedzmy sobie szczerze: 3,8% to nadal solidny wzrost. Ale trend rewizji w dół powinien zapalić lampkę ostrzegawczą - zwłaszcza jeśli planujesz duże decyzje finansowe w tym roku.

Co to oznacza dla stóp procentowych i Twojej raty?

I tu robi się ciekawie z perspektywy kredytobiorcy. Wolniejszy wzrost PKB to argument za łagodniejszą polityką pieniężną. Jeśli gospodarka zwalnia, RPP ma mniej powodów, żeby trzymać stopy wysoko.

Klucz:

Każda obniżka prognoz PKB to dodatkowy argument dla gołębiego skrzydła RPP. Wolniejszy wzrost oznacza mniejszą presję popytową - a to ścieżka do obniżek stóp.

Oczywiście RPP nie podejmuje decyzji na podstawie jednej prognozy jednego banku. Ale skumulowany efekt wielu rewizji w dół - od NBP, przez MFW, po banki komercyjne - sprawia, że trzymanie stóp na obecnym poziomie jest coraz trudniej obronić. Uważam, że to przybliża pierwszą obniżkę, choć nadal mówię raczej o drugiej połowie roku.

Dla osoby spłacającej kredyt hipoteczny z oprocentowaniem opartym o WIBOR 3M, każda obniżka stopy referencyjnej o 25 pb to realnie około 30-40 zł mniej raty na każde 100 tys. zł kredytu. Przy zadłużeniu na 400 tys. zł mówimy więc o 120-160 zł miesięcznie za jedną obniżkę.

A co z cenami mieszkań?

Wolniejszy wzrost gospodarczy działa na rynek nieruchomości dwojako. Niższe stopy procentowe (jeśli do nich dojdzie) zwiększą zdolność kredytową i popyt - to jasne. Ale słabsza koniunktura to też mniejsza presja płacowa i ostrożniejsi kupujący. I ten drugi czynnik moim zdaniem bywa niedoceniany.

Nie spodziewam się ani spektakularnych wzrostów, ani korekty cen. Rynek nieruchomości w 2026 to raczej stabilizacja z lekkim dryfem w górę - no chyba że rząd zaskoczy nowym programem dopłat, co zmienia wszystko.

Dla inwestora:

Niższe prognozy PKB to niekoniecznie zła wiadomość dla GPW. Wolniejszy wzrost → bliższe obniżki stóp → niższy dyskont przyszłych zysków → wyższe wyceny spółek. Paradoks? Nie, tak działa rynek.

Spokojnie, ale z otwartymi oczami

Nie ma powodu do paniki. Polska gospodarka rośnie, rynek pracy jest stabilny, a rewizja Santandera to 0,1 pp - nie recesja. Ale jeśli planujesz brać kredyt hipoteczny w najbliższych miesiącach, warto śledzić kolejne prognozy. Każda następna obniżka szacunków PKB to potencjalnie krok bliżej do niższych stóp - i niższej raty.

Najgorsze co możesz zrobić? Ignorować te sygnały i podejmować decyzje na podstawie optymistycznych scenariuszy sprzed pół roku.

Przeczytaj też